Thursday, 18 February 2016

Jak to w ciąży z aktywnością jest



Gdy dowiedziałam się o ciąży byłam w szczycie przygotowań do półmaratonu. Z jednej strony radość, że się udało. Z drugiej, mimo szczerych chęci, czułam leciutki zawód, że te przygotowania będą musiały pójść w odstawkę i poczekać przynajmniej do następnego roku. Po oswojeniu się z tą wiadomością kolejnym etapem było znalezienie jak największej liczby informacji dotyczących biegania w ciąży. Bardzo mi zależało aby móc dalej biegać, aby po ciąży móc wrócić do treningów bez jakiś większych strat wydolnościowych. A poza tym wiedziałam, że ciężko będzie mi porzucić bieganie, aktywność, możliwość ruszania się. Może to i uzależnienie, a może nie? Nie wiem. Wiem jedno, jest to coś co daje mi radość i pozwala się zrelaksować, a oto chyba w ciąży chodzi, prawda? Przyszła mama powinna korzystać z tego czasu w pełni. Powinna zająć się sobą, dbać o siebie, relaksować się i cieszyć każdą chwilą tego pięknego okresu. Skorzystałam z tego przesłania i nie zaprzestałam biegania ani innych aktywności sportowych, jedyne co zrobiłam to je lekko zmodyfikowałam.


Pierwszy trymestr minął u mnie bezobjawowo. Jedynym skutkiem ubocznym ciąży była większa senność niż dotychczas, ale to i tak było niewspółmiernie rzadsze niż opisywały to koleżanki. Należałam do szczęściar, które nie miały nudności, zapachy ich nie drażniły. Dzięki temu jadłam co chciałam i mogłam cieszyć się stanem ciążowym od samego początku. Do biegania wróciłam jak tylko moja lekarka potwierdziła, że wszystko się dobrze zagnieździło i dała zielone światło na ćwiczenia. Jestem osobą, która nie ufa do końca we wszystko co piszą w Internecie. Polegam na nielicznych opiniach osób sprawdzonych, ale przy tej mnogości informacji wolę jednak konsultować różne rzeczy z ludźmi z krwi i kości, którzy mogą mi osobiście udowodnić swoją wiedzę na dany temat. Z tego też powodu spotkałam się z trenerką personalną Katarzyną Kopecką, która poradziła mi jak podejść do aspektu biegania i ćwiczeń w ciąży. W trakcie biegania starałam się utrzymywać tętno w zakresie tlenowym (u mnie to było ok. 150 uderzeń na min), słuchałam swojego organizmu i nic nie robiłam na siłę. Jeśli czułam, że trzeba przejść do marszu to tak też robiłam. Zmniejszyłam dystans do 5km, ale jeśli czułam, że mam sił na więcej to korzystałam z możliwości przedłużenia trasy :) I odwrotnie oczywiście też. Ilość treningów biegowych zmniejszyłam do 3 razy tygodniowo. Gdy temperatury w okresie letnim skoczyły do niebotycznie wysokich przerzuciłam się na spacery i pływanie. 


Drugi trymestr to jak wszyscy mówią najlepszy okres w ciąży. Dużo sił i ciężaru jeszcze mało. Tak też było w moim przypadku. Sporo ćwiczeń, biegania, basenu (ten ostatni z powodu infekcji musiałam zaniechać po półtora miesiąca :/ ). Do biegania dorzuciłam ćwiczenia dla kobiet w ciąży oraz zajęcia w domu. Polegałam głównie na filmikach Anny Dziedzic – FitMom i jej poradach. Odpuściłam mięśnie brzucha, zostawiłam jedynie ćwiczenia na stabilizację i to też te łatwiejsze. Skupiłam się na mięśniach nóg i rąk. Przede mną noszenie sporego ciężaru, zarówno ciążowego jak i później w formie maluszka. Musiałam wykorzystać każdą nadarzającą się okazję aby jak najlepiej się przygotować do tego wydarzenia.
 
Trzeci trymestr to już zupełnie inna bajka. Bieganie zamieniłam na nordic walking. Nie sprawiało mi to już takiej przyjemności, a przecież nie oto chodzi w bieganiu i w ogóle w aktywności fizycznej ;) Skupiłam się na tym co mi odpowiadało. Dużo spacerowałam, ćwiczyłam już głównie w domu, a także szalałam w kuchni ;) Zorientowałam się, że kucharzenie bardzo mnie relaksuje i uspokaja. Do tego dorzuciłam bieganie po sklepach za prezentami świątecznymi :) a w styczniu za rzeczami dla maluszka. Udało mi się prawie wszystko zorganizować przed narodzinami :D 


Czy zrobiłabym coś inaczej? Nie. Czułam i czuję się świetnie. Na drugi dzień po porodzie byłam już całkowicie na chodzi. W sumie to mogłam iść pobiegać ;) Gdyby tylko nie mieć tego zdrowego rozsądku ;) Rady dla innych? Jeśli tylko możecie, zdrowie wam na to pozwala, ciąża nie jest zagrożona, ćwiczcie, biegajcie, ruszajcie się. Róbcie wszystko to na co macie ochotę, co przynosi wam odprężenie i zapewnia dobry humor. Najważniejsze w ciąży to być zrelaksowanym, nie stresować się i cieszyć tym czasem oczekiwania :)
 

 

Monday, 15 February 2016

Changes



Nie było mnie tu z dobry miesiąc. Tzn byłam i starałam się aktywnie spędzać czas na tyle na ile pozwał mi mój stan, ale na wpisy jakoś czasu i chęci znaleźć nie mogłam. Pewnie dlatego, że skupiłam się na kompletowaniu ubranek, mebli i innych niezbędnych akcesoriów. Był styczeń, termin się zbliżał, ale cały czas ze spokojem do tego podchodziłam, ponieważ to aż miesiąc był. Aż tu nagle i niespodziewanie w czwartkowy ranek zawróciłam mojego K. z drogi do pracy i szybciutko pojechaliśmy do szpitala. Żelek stwierdził, że nie chce mu się czekać tych dwóch tygodni i on już, tu i teraz zamierza się z nami spotkać. I tak w Dzień Babci zrobił swoim babciom najpiękniejszy i niezapomniany prezent :) Myślę, że zapracował na najpiękniejsze prezenty urodzinowe  od nich tym swoim przyjściem na świat ;) 

Od tego pięknego dnia minęło już 25 dni, a ja dalej nie znalazłam czasu na skrobnięcie czegokolwiek dłuższego ;) Ten wpis tez jest robiony na raty :D Mam nadzieję, że dziś uda mi się go skończyć, bo jakimś cudem synuś podarował mi dziś więcej czasu między karmieniami niż standardowe 1-1,5h ;) Żeby jednak nie zapeszyć nie będę się za bardzo cieszyć i po prostu korzystam z chwili :)
 
W głowie mam tematy na kolejne wpisy, tak więc jeśli ktoś jest zainteresowany co takiego mam do powiedzenia to zapraszam :)

Thursday, 31 December 2015

Z nowym rokiem nowym krokiem


Koniec roku to czas podsumowań i nie byłabym sobą gdybym i tu takiego podsumowania nie zrobiła.

A jaki ten mijający rok był? Pełen zaskakujących zmian, pełen wrażeń, pełen wyzwań doprawionych szczyptą stresu (nie ma ideałów na świecie ;) ).

Czy główny cel zrealizowałam? Nie, Nocny Półmaraton Wrocławski w związku z ciążą przeniosłam jako cel na ten nadchodzący 2016. Aby nie było odwrotu już się nawet zapisałam :D

Jaki ten rok był? Aktywny mimo ciąży i zmian jakie na mnie wymusiła. Co uległo zmianom? Życie ;) A dokładnie? Z punktu widzenia sportowego zmieniły się dyscypliny przeze mnie uprawiane. Zrezygnowałam z jazdy na rowerze, rolkach i łyżwach. Zwiększyłam za to ilość przechodzonych i przepłyniętych kilometrów. Do tego dorzuciłam wzmożoną aktywność na siłowni (profesjonalnej i domowej) i na fitnessie. Czy było ciężko? Nie, jedyne co nastręczyło mi kłopotów to przymusowa abstynencja od biegania, która zaczęła się od 7 miesiąca ciąży. Żelek urósł na tyle, że już nawet truchtanie nie było komfortowe i buty biegowe musiałam odstawić na bok (choć w sumie to nie do końca, bo na spacerach bardzo się przydają ;) ).

Według endomondo mam 249h ruchu, pokonałam 905km biegiem co uważam za sukces biorąc pod uwagę spadek tej aktywności od początku czerwca. Przeszłam też nie mało, bo 259km. Przejechałam na rowerze 80km a przepłynęłam 8km (szału nie ma ale zakażenia nikt nie wybiera :/ ). Przećwiczyłam 33h, a na bieżni i orbitreku zrobiłam 24km.

Do tego mile zaskoczyłam się pomiarami obwodów :D Porównując to co było na początku roku do sytuacji aktualnej urosłam w talii, brzuchu i biuście - nic zaskakującego biorąc pod uwagę obecność Żelka ;) reszta constans. Ani mniej ani więcej :D Wagowo również nie ma tragedii: od początku ciąży przytyłam jedyne 10kg. Wszystko to daje nadzieje na szybki powrót do sylwetki sprzed ciąży co mnie bardzo cieszy. Nie ukrywam, że właśnie z przybraniem na wadze/w obwodach wiązały się moje największe obawy ;)

Przed nami miesiąc i kilka dni tak więc trzymajcie kciuki aby wszystko szło tak pięknie jak do tej pory.

Na koniec życzę wszystkim szampańskiej zabawy w ten wyjątkowy dzień, spędzenia go w towarzystwie ludzi najważniejszych i najmilszych dla nas. Oraz samych radosnych chwil w Nowym Roku.

Monday, 28 December 2015

Home(sporty)mum

To tylko tymczasowa zmiana. Nie porzucam swojego zajęcia, ale muszę brać pod uwagę wszystkie czynniki oraz "za" i "przeciw" aby Żelek rósł zdrowo i pojawił się wtedy kiedy powinien, a nie wcześniej.

Wiele się dzieje, grudzień to dosyć stresujący miesiąc dla mnie i rodziny jest. Dlatego też nadeszła zmiana w moim funkcjonowaniu.

Po pierwsze pojawienie się bakterii zmusiło mnie do rezygnacji z basenu już na stałe.

Po drugie rosnący brzuch i coraz bardziej rozpychający się Żelek blokują moje ruchy i czasami zgięcie się w pół jest niemożliwe przez co moje ruchy są ograniczone.

Po trzecie stres, infekcja i rosnący ciężar pod sercem ( :D ) spowodował, że zaliczyliśmy nasze pierwsze w życiu KTG :) Był to fałszywy alarm, ciśnienie małemu podniosłam pewnie kawą piernikową wypitą przed USG ;) Przynajmniej teraz wiem z czym to się je ;)

Po czwarte sam Żelek daje mi znać kiedy za bardzo szaleję. Napina się wtedy niemiłosiernie i nie odpuszcza dopóki nie zwolnię. Nie jest to łatwe, ale cóż trzeba się podporządkować.

Wykorzystuję to przymusowe zwolnienie jako dobry moment na ogarnięcie się kuchenie-zakupowo-domowo :P

W końcu ruszyłam z przygotowaniami pokoiku i z poszukiwaniem potrzebnych rzeczy. Nie jest to łatwe biorąc pod uwagę wybór jaki jest dostępny. Jakie są moje kryteria?

Po pierwsze to co można kupuję używane. Nie ma sensu przepłacać, skoro można dostać rzeczy w bardzo dobrym stanie za sensowną cenę. Nie jestem typem osoby która musi ale to musi mieć wszystko nowiutkie. Poza tym mam trochę koleżanek, które chętnie pozbywają się tego i owego ;)

Po drugie pytam się już tych bardziej doświadczonych koleżanek. To na ich opiniach polegam, a internet pozostawiam sobie na sam koniec.

Po trzecie nie szaleję i staram się skupić na rzeczach niezbędnych na samym początku. Reszta rzeczy na pewno wyjdzie w praniu, a uniknę w ten sposób kupna sporej ilości zbędnych szpargałów.

Dzięki spowolnieniu mogłam trochę poszaleć przedświątecznie w kuchni. Upiekłam trzy rodzaje ciasteczek
ciasteczka cynamonowe
szybkie pierniczki migdałowe (jadłonomia)
ciastka owsiane bez mąki (Panna Anna biega)
 Do tego dorzuciłam pasztet soczewicowy ze śliwką również z przepisu Marty Dymek z Jadłonomii (przepis). Nie mam jednak jego zdjęcia bo rozszedł się szybciej niż zdążyłam się zorientować ;) Teraz przed nami Sylwester u znajomych, więc też nie omieszkam czegoś ciekawego przygotować. Mam już nawet plan. Jak już uwiecznię na zdjęciach to nie omieszkam się pochwalić ;)

A co do ćwiczeń to na razie skupiam się na oddychaniu. Skoro planuję poród naturalny to słyszałam, że to jest podstawa, a wcale nie taka łatwa i oczywista.

Do zobaczenia już chyba w Nowym Roku  kiedy to nie omieszkam podsumować zmian ciążowych ;) jak i zaznajomić was z planami na 2016 :D