Jak tylko
oddział wrocławski Biegu na Sześć Łap ogłasza datę kolejnego biegu lista chętnych zapełnia się w tempie ekspresowym. Całe szczęście dostajemy coraz to i więcej psiaków więc chętni mogą zapisać się w ciągu przynajmniej dwóch dni, a nie jak było na początku w ciągu dwóch-trzech godzin ;) Nie inaczej było i tym razem. Dosyć szybko lista dobiła do 16 osób, a reszcie chętnuch nie pozostało nic innego jak liczyć na to, że załapią się z listy rezerwowych. Jest na to zawsze spora szansa, ponieważ we Wrocławiu biegi są średnio co dwa miesiące, więc koniec końców zawsze zdarzy się, że komuś coś przeszkodzi we wzięciu udziału w wydarzeniu.
Poranek przywitał nas mgliście
było trochę chłodno więc wszyscy czekali w budynku schroniska ;) Padł nawet pomysł truchtania w środku ;) Na szczęście naszej akcji zawsze się szczęści i pogoda również tym razem nam sprzyjała. Mgła się podniosła i momentami nawet świeciło słońce. Po zbiórce wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na wydanie piesełów
i skierowali się na, dla niektórych, pierwszy bieg (mam nadzieję, że nie ostatni)
Psiaki jak zawsze podekscytowane, ludzie pewnie nie mniej po szybkiej odprawie w lesie Osobowickim polecieli aż się kurzyło :)
My z Kazikiem (znowu) spacerowaliśmy sobie spokojnie i statecznie jak na psa w jego wieku przystało :)
Tak, tak wiem ja znowu mam psa-szczotkę :D No cóż taka moja karma, nic na to nie poradzę, że to właśnie one patrzą na mnie tymi swoimi oczkami i krzyczą: weź mnie, weź mnie!! :D
Po prawie dwóch godzinach skierowaliśmy się do schroniska i z ciężkim sercem oddaliśmy nasze pieseły do boksów :/
Po więcej zdjęć zapraszam na mój profil na FB
Sportymum a chętnych informacji dotyczących całej akcji zapraszam
tu
Niech pieseł będzie z wami!!