Showing posts with label chodzenie. Show all posts
Showing posts with label chodzenie. Show all posts

Wednesday, 12 August 2015

Dwudniowe schłodzenie

Niedziela i poniedziałek pozwoliły nam odsapnąć od upałów chociaż trochę.

Niedzielny poranek przywitał nas polami zasnutymi mgłami. Piękny widok i dopiero po fakcie zorientowałam się, że mogłam cyknąć kilka fotek :/ Temperatura była przyjemna, relaks na tarasie potrzebny był wszystkim
Urwiskowi

Drapkowi

Basterkowi 
Po tak mile spędzonym dniu, wypoczęte stwierdziłam, że skoro pogoda dopisuje to można równie dobrze miło zakończyć tydzień jakimś małym biegankiem :D Jak pomyślałam tak zrobiłam i pyknęłam sobie 6km na koniec dnia :D
Patrząc z perspektywy całego tygodnia to mimo wysokich temperatur nie było tak źle z moją aktywnością. Gdy temperatura nie pozwalała na szaleństwa biegowo-chodowe korzystałam z uroków jeziora. Na Google zmierzyłam sobie tak plus minus dystans który pokonuję i muszę przyznać, że jestem z niego zadowolona. Jedna długość to ok. 100-130m a za każdym podejściem robię ich od 4-8 więc nie jest źle.W planie mam powrót na basen jak wrócimy do Wrocławia.

Poniedziałek również zapowiadał się pochmurnie, więc skorzystaliśmy z okazji i wyskoczyliśmy na zwiedzanie okolicy. Odwiedziliśmy Gołdap i Piękną Górę oraz zjedliśmy pyszny obiad z restauracji z rosyjskim jedzeniem Matrioszka. 
Pogoda się poprawiła i na bieganie niestety było za ciepło i duszno :/ więc zabrałam kijki i pyknęłam standardowe 10km :D
Przyjemne zmęczenie organizmu dało się we znaki wracając. Nogi odczuły dwudniowy wysiłek, ale nie ma nic przyjemniejszego niż takie właśnie zmęczenie.

A tu kilka zdjęć z mojej standardowej trasy biegowo-chodziarskiej:



Jak nie psy to krowy się mocno mną interesują :)



A teraz ponownie nadeszły upały więc znowu trzeba będzie się przerzucić na pływanie w jeziorze. Ewentualne biegi i chodziarstwo zostawić sobie na godziny wieczorne ;)


Saturday, 25 July 2015

Walka z upałem trwa

Upalna pogoda nie chce odpuścić mieszkańcom Wrocławia. Nawet jeśli termometry pokazują poniżej 30 to ziemia i mury oddają to co zdążyły zgromadzić i wcale chłodniej nie jest. Z tego też powodu w czwartek zamiast biegania wybrałam się na wieczorny spacer. Dodatkowo chciałam zobaczyć zniszczenia jakie poczyniła niedzielna nawałnica w moich najbliższych parkach. Może niektórym wydawać by się mogło, że to dosyć późno na oglądanie zniszczeń, ale było i jest ich tyle, że do dzisiaj trwają prace porządkowe.

Park Skowroni wyglądał strasznie. Wielkie drzewa powalone na ścieżkach, grube konary i wielkie gałęzie leżące wszędzie. Widok przytłaczający, i smutny.

Jeszcze większe zniszczenia były w parku Południowym. Bardzo dużo drzew powalonych i to wyciągniętych z korzeniami, nie połamanych w pół. Całe korzenie na wierzchu. Bardzo smutny widok.

Więcej zdjęć można zobaczyć tu. Szczęście w nieszczęściu, że nic się nikomu nie stało.

Spacer mój nie był więc tylko i wyłącznie miłą przechadzką, ale dał też trochę do myślenia. Jacy my mali jesteśmy i nic nieznaczący w obliczu natury i jej humorów. Mam tylko nadzieję, że te burze na dziś zapowiadane już tak moce nie będą. Lubię burze ale nie jak mi okno do środka się wygina i zalewa podłogę :/

Wracając do spaceru. To muszę poszperać u mojej babci bo z tego co pamiętam to chyba ma gdzieś schowane kijki do nordic walkingu ;) i ich nie używa. Miałam sobie kupić, ale jeśli jej będą mi pasować to po co mają się kurzyć? Nie zawsze mogę iść pobiegać, a szybki marsz z kijkami też mi dobrze robi. Ten mój czwartkowy był niewiele wolniejszy od moich ostatnich biegów ;) więc jakby do tego dorzucić jeszcze pracę rąk :) to będzie nieźle ;)