W końcu w pełni skorzystałam ze spadającej (może nie na łeb na szyję) temperatury powietrza. Po pracy nawodniona i najedzona ;) ubrana w New Balance'y poleciałam na przebieżkę. Od razu widać, że Wrocław płaski jest jak stół :) bo bez problemu pyknęłam sobie 6.30km w niecałą godzinkę.
Sam bieg przebiegał tak jak zawsze odkąd jestem w ciąży: na początku tętno trochę szalało, ale z czasem wróciło do normy. Nie pierwszy raz tak jest i jak się tak zastanawiam i analizuję poprzednie treningi ( i te przed i po ciąży) to zawsze im dłużej biegałam tym lepsze miałam tętno i tempo. Ciekawe to jest. Wydawałoby się, że im dalej w las tym powinnam być bardziej zmęczona, a ja zauważam coś zupełnie odwrotnego. Chyba dobra to prognoza na przyszłość :D
Teraz przede mną już tylko odpoczynek, a od jutra zaczynam ćwiczenia z zestawami przedstawionymi na stronie Fit Mom Zobaczymy jak to będzie :D
Showing posts with label popołudnie. Show all posts
Showing posts with label popołudnie. Show all posts
Tuesday, 18 August 2015
Eeeeendorfinki :D
Labels:
bieganie,
popołudnie,
tętno
Location:
Wrocław, Polska
Thursday, 16 July 2015
Bieganie rano to nie bieganie :/
Kolejne podejście do biegania rano spełzło na niczym.
Moje wcześniejsze próby tłumaczyłam sobie złym nastawieniem, nieprzygotowaniem, brakiem przekąski itd, itp.
Dziś jednak doszłam do zupełnie innego wniosku i to jest chyba ten wniosek właściwy. Z powodów oczywistych skupiałam się dziś mocno na tętnie. I to co zobaczyłam spowodowało, że po 1km zawróciłam, bo takie szarpanie się nie miało sensu. Wystarczyło kilka metrów biegu, a tętno miałam już powyżej 150 uderzeń. W moim wypadku jest to za dużo. Aby bieganie było dla mnie i fasolki bezpieczne nie powinnam przekraczać 152 uderzeń maksymalnie, a tu nagle pojawiło się 160. Trochę jak na mój gust za dużo. W godzinach popołudniowych nie mam takiego problemu. Wtedy wszystko jest w porządku i do opanowania.
Zaczęłam się zastanawiać czemu tak jest? Wydaje mi się, że jestem rano za słabo nawodniona. Gdy biegam po pracy to za mną cały dzień spożywania różnego typu napojów. Nawet jeśli biegnę około południa to już jestem po sporej dawce płynów. A rano, aby też nie przesadzić i nie wlać na siłę, uda mi się wypić szklankę wody :/ I to chyba jest największy problem.
Teraz też wiem już, że nie ma sensu zastanawiać się nad wstawaniem wcześniejszym i bieganiem rannym. W moim przypadku to starta czasu i energii. Rano to tylko spacery ;)
Moje wcześniejsze próby tłumaczyłam sobie złym nastawieniem, nieprzygotowaniem, brakiem przekąski itd, itp.
Dziś jednak doszłam do zupełnie innego wniosku i to jest chyba ten wniosek właściwy. Z powodów oczywistych skupiałam się dziś mocno na tętnie. I to co zobaczyłam spowodowało, że po 1km zawróciłam, bo takie szarpanie się nie miało sensu. Wystarczyło kilka metrów biegu, a tętno miałam już powyżej 150 uderzeń. W moim wypadku jest to za dużo. Aby bieganie było dla mnie i fasolki bezpieczne nie powinnam przekraczać 152 uderzeń maksymalnie, a tu nagle pojawiło się 160. Trochę jak na mój gust za dużo. W godzinach popołudniowych nie mam takiego problemu. Wtedy wszystko jest w porządku i do opanowania.
Zaczęłam się zastanawiać czemu tak jest? Wydaje mi się, że jestem rano za słabo nawodniona. Gdy biegam po pracy to za mną cały dzień spożywania różnego typu napojów. Nawet jeśli biegnę około południa to już jestem po sporej dawce płynów. A rano, aby też nie przesadzić i nie wlać na siłę, uda mi się wypić szklankę wody :/ I to chyba jest największy problem.
Teraz też wiem już, że nie ma sensu zastanawiać się nad wstawaniem wcześniejszym i bieganiem rannym. W moim przypadku to starta czasu i energii. Rano to tylko spacery ;)
Labels:
biegi,
popołudnie,
rano,
tętno
Location:
Wrocław, Polska
Subscribe to:
Posts (Atom)

