Showing posts with label tętno. Show all posts
Showing posts with label tętno. Show all posts

Thursday, 24 September 2015

"Tylko proszę nie bić rekordów"

Nieśmiało powiedziałam mojej pani doktor, że sobie troszkę ćwiczę i biegam. Z duszą na ramieniu czekałam na jej reakcję a ona:
"To bardzo dobrze, proszę tylko spokojnie i bez bicia rekordów"
Kamień spadł mi z serca, i z czystym sumieniem dalej sobie truchtam.

Dziś kolejna siódemeczka, tętno jak marzenie, aż chce się jeszcze więcej kilometrów łykać. Staram się w takich sytuacjach kierować rozumem i grzecznie zmierzam do domu.

A tu proszę dowód, że buty jeszcze widać :)

Żeby nie było, że ja tylko bieganiem i ćwiczeniami żyję to dziś dorzucę również mój jadłospis:

śniadanie: płatki gryczane i otręby owsiane z żurawiną, łyżką gorzkiego kakao i jogurtem naturalnym

obiad: penne pełnoziarniste i smażony łosoś

kolacja: kanapka (graham) z serkiem śmietankowym z tym samym łososiem

Smacznego :)

Tuesday, 8 September 2015

Wrześniowe początki

Wrzesień przywitał nas pogodą skwarną i upalną ;) Lato nie chciało się pożegnać, a może to właśnie było pożegnanie? Drugiego dnia było lepiej, w dzień nawet padało i zaplanowany bieg z Mamy-Biegamy Wrocław i okolice stanął przez chwilę pod znakiem zapytania. Na szczęście deszcz był łaskawy i dzięki niemu nawet za bardzo się nie kurzyło w parku ;)

W tym super towarzystwie trzech świetnych dziewczyn zrobiłam prawie 10km :D Nawet nie wiem kiedy one minęły.

Następne wybieganie czekało do soboty. Było przyjemnie, nie za gorąco, tylko trochę się kurzyło ;) Niestety nie z powodu mojej "zawrotnej" prędkości ;) Ponowny sukces 6km z bardzo przyzwoitym tętnem.Udało mi się nawet uwiecznić dwupak na zdjęciu ;)
Dziś bawiłam się w berka z deszczem. Wyszłam nie padało. Jak wbiegłam do parku zaczęło padać, ale między drzewami nie było aż tak mokro. Gdy już już miałam wracać okazało się, że nie pada. Zostałam więc dokończyć trening. Niestety wracając znowu zaczęło padać, ale to już mi nie przeszkadzało.
Co mnie bardzo cieszy to fakt, że nowa taktyka treningowa się sprawdza. Przed właściwym bieganiem rozgrzewka, poza kilkoma ćwiczeniami, to teraz szybki marszobieg do parku (ok.2 km). Dzięki temu w trakcie późniejszego właściwego biegu tętno jest spokojniejsze i łatwiej mi nad nim panować. Cieszy mnie to, ponieważ daje mi to możliwość do spokojniejszego biegania. Do tej pory stres związany ze skaczący tętnem nie pozwalał mi cieszenie się bieganiem w pełni. Teraz będzie inaczej :)

A na podwieczorek były dziś czekoladowe muffinki :D Pychotka :D

Saturday, 29 August 2015

Mamy (nie biegamy) chodzimy

Temperatury dla Wrocławia na dziś nie były zachęcające do aktywności ;) a tu od rana miła niespodzianka: słońce za chmurami (nie pali), wiatr przyjemnie powiewa, temperatura również znośna.

Pyszne śniadanko (resztka koktajlu z malin, jabłek i kaszy jaglanej z płatkami i otrębami owsianymi) popite Inką (z braku laku jest pseudo kawa :P ), a potem zebrałam się i wymaszerowałam z kijkami. W planie miałam cztery parki (Andersa, Skowroni, Południowy i Grabiszyński). Zapomniałam sprawdzić ile to kilometrów jest (kiedyś tą traskę już sobie przebiegałam), ale co tam, się zobaczy w praniu ;) No i zobaczyłam ;) Standardowo z kijkami robię 10-11km, biegam 5-7km, nie chcę przesadzić, nie widzę sensu się forsować w aktualnym stanie. Dziś wyszło 14km, a z parku Grabiszyńskiego zrobiłam tylko połowę trasy. Na 7km stwierdziłam, że wracam bo więcej to może być problem, a wrócić jakoś trzeba. Nie uśmiechała mi się wizja korzystania z komunikacji miejskiej ;) Zajęło mi to 2,5h i muszę przyznać, że nogi trochę to odczuły, ale przyjemne jest takie zmęczenie :D



Przy okazji obmyśliłam plan na bieganie: następnym razem do parku pomaszeruję aby się rozgrzać, a dopiero na miejscu zrobię swój standardowy dystans. Chcę sprawdzić czy tak nie będzie mi łatwiej. Zauważyłam, że im dłużej biegam/chodzę tym niższe mam tempo, w takim razie po 2km rozgrzewki, w trakcie biegu już powinno być ustabilizowane, i nie będzie tak mną szarpało. Zobaczymy :)

A dziś wieczorem wspaniałe spotkanie z daaawno nie widzianą przyjaciółką :D Już nie mogę się doczekać. Wrocław nocą i miłe towarzystwo to jest to !

Sunday, 23 August 2015

Dylematy

W związku z zaistniałą sytuację nie zawsze mogę biegać, nie zawsze mam na to siły i, aż dziwne, ochotę ;) Dlatego też zakupiłam sobie kijki do nordic walkingu i zamiennie z bieganiem stosuję je. W trakcie tych marszy również kontroluje tętno i tempo, i stąd właśnie są moje dylematy.

Czy w trakcie marszu mam taki sam próg tlenowy jak w trakcie biegania?

Dlaczego jak biegnę to przy tempie 9:00km/min mam tętno 148 a jak idę z podobnym tempem to tętno jest 128?

Nie wiem czy mam się nad tym zastanawiać czy nie, ale jest to sprawa, która chodzi mi po głowie.

Może znajdzie się ktoś kto zna na nie odpowiedź lub może podsunąć miejsce to jej znalezienia?


Tuesday, 18 August 2015

Eeeeendorfinki :D

W końcu w pełni skorzystałam ze spadającej (może nie na łeb na szyję) temperatury powietrza. Po pracy nawodniona i najedzona ;) ubrana w New Balance'y poleciałam na przebieżkę. Od razu widać, że Wrocław płaski jest jak stół :) bo bez problemu pyknęłam sobie 6.30km w niecałą godzinkę.
Sam bieg przebiegał tak jak zawsze odkąd jestem w ciąży: na początku tętno trochę szalało, ale z czasem wróciło do normy. Nie pierwszy raz tak jest i jak się tak zastanawiam i analizuję poprzednie treningi ( i te przed i po ciąży) to zawsze im dłużej biegałam tym lepsze miałam tętno i tempo. Ciekawe to jest. Wydawałoby się, że im dalej w las tym powinnam być bardziej zmęczona, a ja zauważam coś zupełnie odwrotnego. Chyba dobra to prognoza na przyszłość :D

Teraz przede mną już tylko odpoczynek, a od jutra zaczynam ćwiczenia z zestawami przedstawionymi na stronie Fit Mom   Zobaczymy jak to będzie :D

Thursday, 16 July 2015

Bieganie rano to nie bieganie :/

Kolejne podejście do biegania rano spełzło na niczym.

Moje wcześniejsze próby tłumaczyłam sobie złym nastawieniem, nieprzygotowaniem, brakiem przekąski itd, itp.

Dziś jednak doszłam do zupełnie innego wniosku i to jest chyba ten wniosek właściwy. Z powodów oczywistych skupiałam się dziś mocno na tętnie. I to co zobaczyłam spowodowało, że po 1km zawróciłam, bo takie szarpanie się nie miało sensu. Wystarczyło kilka metrów biegu, a tętno miałam już powyżej 150 uderzeń. W moim wypadku jest to za dużo. Aby bieganie było dla mnie i fasolki bezpieczne nie powinnam przekraczać 152 uderzeń maksymalnie, a tu nagle pojawiło się 160. Trochę jak na mój gust za dużo. W godzinach popołudniowych nie mam takiego problemu. Wtedy wszystko jest w porządku i do opanowania.

Zaczęłam się zastanawiać czemu tak jest? Wydaje mi się, że jestem rano za słabo nawodniona. Gdy biegam po pracy to za mną cały dzień spożywania różnego typu napojów. Nawet jeśli biegnę około południa to już jestem po sporej dawce płynów. A rano, aby też nie przesadzić i nie wlać na siłę, uda mi się wypić szklankę wody :/ I to chyba jest największy problem.

Teraz też wiem już, że nie ma sensu zastanawiać się nad wstawaniem wcześniejszym i bieganiem rannym. W moim przypadku to starta czasu i energii. Rano to tylko spacery ;)