Friday, 3 July 2015

Tradycja rodzinna??





Ponownie mam dwa dni wolnego. Tym razem jednak nie jest to zaplanowany urlop tylko wymuszone L4. Przypałętało mi się zapalenie krtani, czego od czasów pracy w szkole (4 lata temu) nie miałam. A tu proszę taka niespodzianka :/ Najbardziej denerwujące w tym jest to, że ani nie jadłam ani nie piłam nic zimnego, a i tak nie udało mi się ustrzec od złego. Z drugiej strony jednak może to jest tradycja rodzinna?? Jak już wspominałam w innym wpisie, na razie po mamusi mam spokój od mdłości ;) Możliwe, że i to zapalenie dostałam w spadku. Ja też jej odebrałam głos, ale ja przynajmniej poczekałam na ostatni miesiąc ciąży, gdy to już nie było tak problematyczne, chociażby uniemożliwiające pracę :/

Na pewno znajdzie się ktoś kto zapyta: L4? Na zapalenie krtani?

Niestety tak. Nie jestem z tego dumna, ale nie wiedziałam, i dalej w sumie nie wiem, co może się z tego wykluć (mam nadzieję, że nic). Ograniczenia lekowe są mega. Mam dużo pić aby nawilżać gardło i płukać szałwią. Do tego tabletki na kaszel i chrypę i mam nadzieję, że do poniedziałku mi przejdzie. Bo jest huk roboty:/ I źle mi z tym, że musiałam to wszystko zostawić.

Mam nadzieję, że mi przejdzie szybko. A dziś we Wrocku awaria wodociągów. I dziewczyny nie mają wody w pracy, więc w sumie dobrze, że jestem na L4 przynajmniej nie mam problemu z korzystaniem z toalety ;)

Friday, 26 June 2015

Powolny powrót do biegania



Pierwszy, świadomy bieg z fasolką zaliczony. Jak było?? Wspaniale. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Tego mi właśnie trzeba było. Na początku nie bardzo mogłam sobie poradzić z tętnem i wczuciem w odpowiedni rytm biegu. Ale po 1km już jakoś poszło. Spędziłam wspaniałe 5km (ok.50min) na bieganiu po pięknym, zielonym, pełnym ciszy i tlenu lesie Osobowickim. Tylko ja i kojąca zieleń. Cudownie :D

A dziś trening domowy: na rozgrzewkę rowek stacjonarny. Potem będę robić brzuszki przeplatane z ćwiczenia na pośladki. Na koniec ćwiczenia z gumami na mięśnie rąk. I jakieś przyjemne rozciąganie. Nad nim muszę popracować bo jak na razie idzie mi najsłabiej :/ 

A z rzeczy przyziemnych: zbliżamy się do końca remontu i chyba w przyszłym tygodniu się przeprowadzimy. A za miesiąc urlop :D Odliczanie włączone ;)  


Saturday, 20 June 2015

Bieg na 6 łap



Trzecia edycja tego wydarzenia sportowo-pomagającego miała miejsce 20.06. W czasach przed-fasolkowych miała to być dla mnie rozgrzewka przed Nocnym Półmaratonem. Jak wiemy, półmaraton poszedł na roczny urlop, więc z rozgrzewki zrobił się standardowy bieg, chociaż koniec końców był to marsz ;) Dlaczego marsz? Zaraz wyjaśnię, ale po kolei. 


Silna grupa chyba ok. 20 osób zebrała się pod schroniskiem i wyczekiwała niecierpliwie na wydanie piesełów. Wydawaniu towarzyszył harmider, że aż miło. Psiaku jak zawsze wspaniale grzeczne, pełne energii wychodziły do nas i każdy mógł wziąć tego który przydał mu do gustu. Mi przypadła do gustu Fuszka. Ci którzy już biegali z nami wcześniej jednogłośnie stwierdzili, że jest bardzo podobna do mojej poprzedniej dwukrotnej towarzyszki Tary. Tu mała dygresja: Tara została szczęśliwie adoptowana i jak na razie nie wróciła do schroniska, więc mam nadzieję, że już nie wróci. Gdy już udało się ogarnąć to 6 nożne towarzystwo, skierowaliśmy się do lasu Osobowickiego na pokonanie standardowych pętelek. Jak zawsze były dwie do wyboru: dłuższa i krótsza. My jak zawsze zaczęłyśmy od dłuższej, potem postawiłyśmy na krótszą i na koniec na dobicie ;) znowu dłuższa.

Atmosfera rodzinna, dwunożni uczestnicy uśmiechnięci, czworonożni również, ogony chodziły nieprzerwanie :D
 
Czemu z biegu zrobiłam marsz?? Bo za Chiny nie mogłam utrzymać tętna ;) Bieg z psem to niestety jeden wielki interwał, a ja na dodatek miałam 1,5 tygodnia przerwy więc wolałam nie ryzykować. Zrobiłyśmy z Fuszką za to prawie 10km w niecałe dwie godziny. Myślę więc, że wyszło jej to na dobre, dużo czasu spędzonego poza schroniskiem, ale nie przemęczyła się za bardzo. Sama przyjemność :D

Fuszka i ja


  

 
Silna grupa biegowa :)