Showing posts with label motywacja. Show all posts
Showing posts with label motywacja. Show all posts

Tuesday, 3 January 2017

Z nowym rokiem nowym krokiem

To już chyba norma, że styczniowe wpisy blogowe obfitują z cele, założenia i plany na nadchodzący rok. Bliższe, dalsze, bardziej bądź mniej konkretne. Czy na koniec wszyscy mogą pochwalić się doprowadzeniem tych założeń do końca to już inna bajka. Myślę jednak, że każdy coś tam sobie zakłada.

Z ciekawości chciałam sprawdzić jak tam moje założenia na 2016 wypadły, a tu niespodzianka - nie było żadnych ;) W sumie to jakoś mnie to nie dziwi. Biorąc pod uwagę Żelka dobrze, że nic nie zakładałam, bo tylko frustracja by mnie zjadła, że się nie udało ;) A tak na spokojnie sobie żyłam nieświadoma tego szczęścia :D

W tym roku postanowiłam jednak coś tam sobie zaplanować. Zapisane to może łatwiej będzie zapamiętać i motywacja będzie większa :P

  1. Przebiec w ok. 2-2:20 półmaraton ślężański 
  2. Przebiec w ok.1:50-2 półmaraton nocny we Wrocławiu
  3. Zrobić 10km w 50-55min, a 5km w 25minut. 
  4. Przyłożyć się do treningów okołobiegowych :P 
Takie to moje biegowe cele. Nie ma ich za dużo, ponieważ przed nami mój powrót do pracy i rozpoczęcie przez Żelka edukacji żłobkowej, tak więc dużo zmiennych będzie miało na nas wpływ ;) Trzeba pamiętać jednak, że kto nie próbuje ten nie wie czy mu się uda czy nie. Tak więc do pracy marsz :D

Powodzenia wszystkim w realizacji założeń :) 

Friday, 18 December 2015

Motywacja - level zero ...

 
Czasami tak się dzieje, że przychodzi moment kiedy nam się po prostu nie chce. Nie chce się ubrać w dresiak i wyjść na dwór pobiegać czy z kijkami. Nie chce się wskoczyć w szorty i machać nóżką na zajęciach fitness czy w domu na macie. Nie chce się i już.
I co wtedy? Ja wtedy odpuszczam. Po prostu odpuszczam. Szczególnie teraz, w tym stanie. Myślę, że to nie tylko mi się nie chce, ale i Żelkowi się nie chce. Dlatego też w takich sytuacjach po prostu odpuszczam. Nic na siłę. Wierzę w nasz organizm i w to, że on wie co dla nas dobre.
Dzięki temu "niechcemisiowi" mogę poświęcić się aktualnie pieczeniu pierniczków, ciast czy pasztetów ;) Udało mi się dokończyć własnoręcznie robione kartki świąteczne (i je wysłać :D ), karneciki na prezenty dzięki czemu te prezenty będą jeszcze bardziej spersonalizowane. Udało mi się udekorować świątecznie mieszkanie (przy okazji mam kilka pomysłów na przyszły rok, do pokoju dziecięcego of course :P ). Do tego wzięłam się w końcu za kompletowanie wyprawki dla Żelka ;) Lepiej późno niż wcale.
I tak powoli, powolutku, małymi kroczkami na pewno odzyskamy motywację do ruchu, do ćwiczeń, a przynajmniej do spacerów. Ja swoją już odczuwam, jeszcze słabiutko, ale wiem że nadchodzi ;)

Wednesday, 25 November 2015

“Treningi są jak mycie zębów; Nie myślę o nich. Po prostu to robię. Decyzja została podjęta.” Patti Sue Plummer


obrazek pożyczony z zszywka.pl
 Ostatnio zapytano mnie jak się motywuję do biegania przy takiej pogodzie. Szczególnie, że jestem w ciąży i osoba, która się o to pytała również w niej jest. I to spowodowało, że zaczęłam się nad tym zastanawiać.

Jak? I czy skutecznie?

Przez cały pierwszy i drugi trymestr biegałam dosyć regularnie. Owszem, miałam poczucie lekkiego smutku, że tak słabo, że tak wolno. Z niecierpliwością wyczekiwałam momentu aż brzuszek się zaokrągli i mijający mnie ludzie zauważą faktyczną przyczynę mojego człapania. Niestety, zgodnie z opinią większości osób, które mnie spotykały, okazywało się, że brzuszek bardziej przypomina brzuszek lekko utyty niż ciążowy ;) Cóż musiałam się z tym pogodzić i motywować do dalszego wychodzenia na ścieżki biegowe. Bardzo pomocna była w tym pogoda. Piękna, słoneczna, polska jesień zachęcała do przebywania na świeżym powietrzu. Dodatkowo świadomość pozytywnego wpływu dotleniania na mnie i na dziecko stawiało biegi i nordic walking ponad basenem czy zajęciami na siłowni lub w klubie fitness. Aby było łatwiej rozpisałam sobie plan działania: jakaś aktywność co drugi dzień. Plik w excelu, w którym odhaczam czy zostało to wykonane czy nie działa na mnie motywująco. Taką mam naturę, że jak zapiszę, zaplanuję to staram się zrobić wszystko aby to zrealizować. Na mnie działa.

Początek trzeciego trymestru do łatwych nie należał. Coraz ciężej jest się poruszać. Przepona jest dosyć mocno uciskana, brzuszek stał się widoczny i nie ma już możliwości pomylenia go z brzuszkiem jedzeniowym ;) Dodatkowo pogoda nie zachęca. I co w takim wypadku mam zrobić? Muszę przekalkulować co teraz jest dla mnie ważne. Czy za wszelką cenę chcę iść biegać? Czy ten upór, za który się podziwiałam zeszłej jesieni i zimy ma teraz sens? Czy nie należałoby przystopować troszkę? Ktoś kiedyś wspomniał, że teraz odpowiadam za dwóch. I jest w tym prawda. Trochę czasu zajęło mi aby to zrozumieć, zaakceptować i się z tym zżyć. Dzięki temu jak widzę lekki szron za oknem nie wkładam butów biegowych i nie ćwiczę piruetów na oblodzonych liściach, tylko pakuję torbę i lecę na siłownię/basen/zajęcia fitness, bądź zamieniam mój pokój w salę fitness. Dzisiaj w dobie internetu jest naprawdę wiele możliwości do ćwiczeń w domu. Ja chętnie korzystam ze strony FitMom oraz jej profilu na FB. Jest tam sporo ciekawych zestawów ćwiczeń, pomysłów na zdrowe gotowanie oraz motywacyjnych tekstów. Dodatkowo bardzo motywujące (jeśli nie najbardziej) są głosy uznania ze strony znajomych i rodziny. To ich uwaga, pytania i akceptacja dają mi siłę i chęć do dalszego działania mimo czasami skradającego się lenia ;) Myślę jednak, że w tym czasie w jakim się znajduję najważniejsza jest umiejętność odpuszczania. Tak, tak, czasami trzeba odpuścić i nie mieć sobie tego za złe. Dlatego plan mam taki: aktywność trzy razy w tygodniu: w moim wypadku poniedziałek, środa i piątek. Pozostałe dni poświęcam na inne przyjemności np. podziwianie rodzinnego miasta, zakupy czy oddawanie się przyjemnością w kuchni ;) Dzięki temu nie czuję do siebie złości, że odpuszczam, ale mam poczucie równowagi.

Keep calm and carry on :)